wtorek, 24 listopada 2015

Czego mi w życiu brak

Myślę, że do momentu w którym wszystko się rozsypało oboje nie wiedzieliśmy co tak naprawdę ta druga strona nam daje.
Teraz, kiedy już słońce świeci inaczej a sens życia się mocno rozmazał jest odpowiedni czas na roztrząsanie tej sprawy.
Trudno jest takie odczucia znaleźć i zidentyfikować, ale...
Wygląda na to, że znalazłem.
Nie byłem z Tobą po to, żeby w ogóle z kimś być, przecież wiesz, że do desperacji brakuje mi jeszcze wielu lat...Poza tym teraz nie rzucam się na rozwódki z dziećmi.
Nie byłem z Tobą dla urody czy seksu...Gdyby tak było już miałbym kogoś, albo odwiedzał profesjonalistki
Ewentualnie wykorzystywał to, że Ty chcesz zrobić dla mnie wszystko...
Powodem tego dlaczego było mi z Tobą dobrze, chociaż wszyscy wokół twierdzili, że zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, i to ciągle ja Tobie nadskakuję, była moja przeszłość i to jak umiałaś ją wykorzystać dla swoich celów.
Moje dzieciństwo było jakie było.
Moja rodzina nie chciała dla mnie źle, ale trochę swoim zachowaniem krzywiła mi psychikę.
Syndrom dziecka z biedy, syndrom niedocenianego najmłodszego...
To wszystko dostałem w spadku.
Wspomnienie tych czasów kiedy jadałem głównie chleb z ketchupem, bo z masłem już mi obrzydł spowodowało, że bezpieczeństwo finansowe jest dla mnie priorytetem.
Stąd moja oszczędność, którą może niektórzy nazwą chorobliwą...
Ale wiedziałaś przecież, że zawsze kiedy odmawiałem czegoś Tobie, odmawiałem też sobie...
Nawet obiadów w pracy.
I każda z tych zaoszczędzonych złotówek miała być krokiem do mojego celu, którym było spokojne dzieciństwo naszych dzieci.
Które mogłyby jechać na wszystkie szkolne wycieczki, a nie na 4 w ciągu 15 lat edukacji.
I to pełne wyrzutów sumienia, że może do końca miesiąca braknie przez nie na jedzenie.
Które nie musiałyby nigdy słyszeć, że właśnie straciliśmy ostatnie źródło dochodów, a oszczędności nigdy nie mieliśmy.
Dlatego tak bardzo się cieszyłem kiedy dostałem trochę lepiej płatną pracę w ME i radziłem sobie w tej pracy dobrze.
Drugą, trudniejszą sprawą było podejście mojej rodziny do mojej przyszłości. Nie wiem jak i dlaczego, ale utarło się, że ja sobie nie poradzę w życiu...W końcu byłem najmłodszy i wszystko robiłem nie tak dobrze jak oni...
Przyszedł moment w którym uznałem, że najlepiej będzie nie robić nic
Po co się wystawiać na śmiech
Lepiej zdezerterować
Zostało mi to do dziś, jeśli wiem, że nie jestem w czymś dobry wolę zostawić to innym.
Mimo, że pewnie bym sobie poradził.
Do tego z czasem doszedł fakt, że w jakiś dziwny sposób ludzie nie rozumieli mojej bezpośredniości.
Że woleli tych sztucznie miłych, niż mnie w sumie pozytywnie nastawionego, ale nie dającego sobie w kaszę dmuchać i omijającego konwenanse.
Brak umiejętności flirtowania i stawianie sprawy jasno powodowały, że dziewczyny patrzyły na mnie jak na kosmitę.
Do tego dochodził ateizm, który w naszym społeczeństwie jest największą zbrodnią i czymś czego trzeba unikać, jak trądu czy HIV. 
W pracy początkowo przez tą zakorzenioną świadomość, że nic nie umiem i nic nie jestem wart też sobie nie radziłem.
Zdążyłem się już wtedy pogodzić z tym, że moje rodzeństwo miało rację
I wtedy pojawiłaś się Ty. W sumie teraz nieważne jakie były Twoje intencje. One tak naprawdę rzadko są czyste. Może chodziło o to, że koleżanki miały chłopaków, a Ty jeszcze nigdy? Może chciałaś sprawdzić jak to jest? Może Ci imponowało, że przyjeżdżam samochodem i bywamy w restauracjach? W każdym razie myślę sobie teraz, że nie mogłaś mnie kochać.
Co by nie mówić, odmieniło mnie to.
Miałem kogoś kto chciał mnie zaakceptować, a nie zmieniać.
To właśnie w Tobie pokochałem. Tą wiarę, którą mi dałaś. Że jestem przystojny, że mądry, że zaradny. Dałaś mi wiarę, że mogę mieć szczęśliwe życie, że na nie zasługuję. Byłem dumny, że mogę być dla Ciebie najlepszy i starałem się jak mogłem. Oboje na tym zyskiwaliśmy. To było takie nasze Perpetuum Mobile.
Oswoiłaś mnie
A jak wiadomo:

Teraz myślę, że to właśnie dlatego tak to odchorowałem. Stawiłem na szali nasz związek, żeby wygrać go w całości. Pozwoliłem Ci jechać do Warszawy, żebyś wróciła i powiedziała mi, że jestem najlepszy. I że można zjeździć pół Polski, a potem do mnie wrócić bo warto. I wróciłaś.
Poczułem się naprawdę Panem Wszechświata. Poczułem, że stało się niemożliwe, że znalazłem prawdziwą i wieczną miłość w pierwszej próbie i to 2 kilometry od domu. Że teraz już nic nas nie powstrzyma. Dlatego tak bardzo mnie zabolało kiedy po tygodniu okazało się to kłamstwem, oszustwem, zdradą.
Gdybym dowiedział się tego od razu, bylibyśmy teraz w zupełnie innym miejscu.
To na pewno.
To było to co w Tobie kochałem
A teraz każdy Twój komplement brzmi jak szyderstwo
Rani zamiast cieszyć
Nie umiałem Cię za to co zrobiłaś znienawidzić
Nie wiem czy będę umiał nadal kochać
PS. Zrobiłem dziś 150 zdjęć w promieniu 500 metrów od domu, jak jakiś świr. Tylko dlatego, że Ty wierzyłaś, że wyjdą dobre i że warto je robić. Takiej motywacji do życia już od dawna mi brakowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz