Zacząć należy od tego, że pochodzę z rodziny bezrefleksyjnych chrześcijan z moralnością bliską pani Dulskiej.
W połączeniu z moim dążeniem do odszukania swojej prawdy i z dość luźnym podejściem do prawd objawionych i do cudzych opinii musiało się to stać mieszanką wybuchową.
Mama traktuje moją niewiarę jako swoją największą osobistą porażkę, i to mimo tego, że mam 25 lat, nigdy nie sprawiałem kłopotów wychowawczych, mam dobrą pracę, poważnie myślę o przyszłości i powinienem chyba mieć prawo do jednej dorosłej decyzji którą nikogo nie krzywdzę...
W każdym razie na wieść o tym, że postanowiłem zostać odmieńcem i zakałą rodziny zapowiedziała, że za to dostanę od Bogusia po dupie i wrócę z pocałowaniem ręki.
Nie wiem jakim sposobem udało się jej tę klątwę wcielić w życie, ale jak na razie okazuje się, że wszystko co z wielkim trudem buduję jest nietrwałe jak domki z kart..
Najpierw straciłem wiarę w swojego życiowego farta, kiedy w tłumie rozbawionych studentów samochód musiał rozjechać i złamać nogę właśnie mi.
Potem związek, z którego byłem dumny i który zbudowałem wbrew opinii mamy mówiącej, że żadna dziewczyna mnie nie pokocha takiego i wszystkie postawią białą suknię w kościele i akceptację społeczeństwa nad tym co ja chciałbym im dać znikł w ciągu tygodnia z powodu głupiej, bezsensownej i nic nie mogącej zmienić zdrady.
Mój stan ducha po tym wydarzeniu zniszczył też moją pozycję w pracy, której byłem niejako podporą i wyróżniającym się pracownikiem, słowem, poleciałem za bezczelność i brak cierpliwości do znoszenia humorów kierownika.
Dzisiaj zaś okazało się, że osoba, którą miałem za przyjaciela potrafi mi wytknąć tyle wad naraz, jednocześnie uświadamiając mi jak bardzo przedmiotowo mnie od jakiegoś czasu traktuje, że moja cierpliwość do przyjmowania darów losu ze stoickim spokojem jest bliska końca.
A skoro już o stoikach mowa:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_z_Kition
Zgadnijcie jak mam na imię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz