Jest mi coraz lepiej samemu ze sobą
Nawet niekoniecznie w sensie związkowym, choć w tym też jest lepiej niż w maju, kiedy straciłem ciebie i sens życia
Siedzę sobie teraz w samochodzie koło szpitala, czekając na Elę i ciotkę
Ty nie odbierasz telefonów
Ela też nie
Ze swoimi "przyjaciółmi" nie mam kontaktu od 2ch tygodni...
I nic
Nie mam tego panicznego wrażenia że coś tam się dzieje beze mnie
Że coś tracę
Rozmowa z Tasią przekonała mnie, że dziewczyny chcące tego co ja są wszędzie obok,i mimo że się kamuflują, chcą tego nawet bardziej niż ja
Pozostaje kwestia komunikacji, ale na pewno nie będzie ona tak trudna żebym takiej swojej nie znalazł przez kilka lat
Chyba naprawdę jest tak jak mówisz
Mam zbyt wiele zalet żeby być samotnym
A nawet jeśli teraz jestem, to nauczyłem się z tego powodu nie cierpieć jak kiedyś
wtorek, 15 grudnia 2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Zawsze piszemy tutaj jak jest źle? Zawsze jak upadamy żeby się podnosić?
Zastanawia mnie to.
Wiesz, wczoraj chciałam zrobić na Tobie wrażenie. Pokazać, że postąpiłam inaczej niż zwykle. Że wyszłam z samochodu, bo już mi pani K. mówiła i Ty, że jestem emocjonalna. Wiec moim sposobem jest wyjście z sytuacji- chwila oddechu i do przodu. Dlatego przyszłam, żeby na spokojnie, żeby było lepiej, żeby cię zobaczyć.
Film się zjebał.
Dotarłam.
Zemdlałam. W sumie nie wiem co robiłeś jak lezalam na ziemi.
To nie szantaż.
W samochodzie też zemdlalam i też nie wiem czy byłeś nawet przestraszony i czy chciałeś wzywać karetkę. Chciałam żeby wyszło inaczej.. zjebałam
mnie zastanawia jedno...zawsze piszesz tutaj o tym jaka jestem zła.
Zastanawia mnie to.
Wiesz, wczoraj chciałam zrobić na Tobie wrażenie. Pokazać, że postąpiłam inaczej niż zwykle. Że wyszłam z samochodu, bo już mi pani K. mówiła i Ty, że jestem emocjonalna. Wiec moim sposobem jest wyjście z sytuacji- chwila oddechu i do przodu. Dlatego przyszłam, żeby na spokojnie, żeby było lepiej, żeby cię zobaczyć.
Film się zjebał.
Dotarłam.
Zemdlałam. W sumie nie wiem co robiłeś jak lezalam na ziemi.
To nie szantaż.
W samochodzie też zemdlalam i też nie wiem czy byłeś nawet przestraszony i czy chciałeś wzywać karetkę. Chciałam żeby wyszło inaczej.. zjebałam
mnie zastanawia jedno...zawsze piszesz tutaj o tym jaka jestem zła.
sobota, 12 grudnia 2015
To zabawne
Zabawne jest to, że wypieram ze świadomości okoliczności tego wszystkiego
Wiem, pamięć związkową mialem zawsze słabą, ale to trochę przesada
Dzisiaj na przykład uświadomiłem sobie skąd Adam wziął się w naszym życiu...
I sam się kolejny raz zdziwiłem!
Wypieram to w jakiś ekwilibrystyczny sposób
A przecież to wszystko stało się bo kupiłem sobie lepszy telefon niż Nokia 6303
Bo kierownik pokazał mi quizwanie
Bo bylem tak zbulwersowany tym że ktoś śmiał ze mną wygrać, że ci o tym opowiedziałem
To trochę mówi o tym jak bardzo byłaś zdesperowana żeby znaleźć lepszego ode mnie
Prawdziwego faceta
Gdybym był o ten promil bardziej oszczędny i pożałował tych 2 stówek bylibyśmy teraz razem
A ty nadal czekałabyś na swoją szansę na prawdziwe, pełne szczęście
I na emocje
Większe niż w książkach
Wiem, pamięć związkową mialem zawsze słabą, ale to trochę przesada
Dzisiaj na przykład uświadomiłem sobie skąd Adam wziął się w naszym życiu...
I sam się kolejny raz zdziwiłem!
Wypieram to w jakiś ekwilibrystyczny sposób
A przecież to wszystko stało się bo kupiłem sobie lepszy telefon niż Nokia 6303
Bo kierownik pokazał mi quizwanie
Bo bylem tak zbulwersowany tym że ktoś śmiał ze mną wygrać, że ci o tym opowiedziałem
To trochę mówi o tym jak bardzo byłaś zdesperowana żeby znaleźć lepszego ode mnie
Prawdziwego faceta
Gdybym był o ten promil bardziej oszczędny i pożałował tych 2 stówek bylibyśmy teraz razem
A ty nadal czekałabyś na swoją szansę na prawdziwe, pełne szczęście
I na emocje
Większe niż w książkach
środa, 2 grudnia 2015
wtorek, 1 grudnia 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Niemądremyśli
Dzisiaj mam jeden z tych gorszych dni.
Podwinęła mi się noga. Nie ukrywam tego. Wręcz przeciwnie - przyznaje się do tego.
Dzisiaj nie wytrzymałam. Potrzebowałam się komuś kolejny raz wyżalić. Artur to kolejna osoba, która rozkłada ręce na naszą sprawę. Kolejna osoba, która uważa żebym dała spokój, że źle to rozgrywam.
Cóż poradzić skoro ja kieruje się swoimi uczuciami. Nie odpuszczę, dam sobie radę.
Nie wszystko jest takie łatwe. Mam chwile, że myślę o samobójstwie. Nie myśl xyz, że Cię szantażuje bo mowię o tym głośno.
Czasem wiem, że lepiej było by dla Ciebie gdyby stało się ze mną to samo co z chłopakiem Pani Anny. Śmierć rozwiązaniem na wszystko.
Zawiodłam, dla tego chce to wszystko naprawić. Daje z siebie wszystko, a i tak dostaje po twarzy.
Nic nie boli tak jak życie.
Podwinęła mi się noga. Nie ukrywam tego. Wręcz przeciwnie - przyznaje się do tego.
Dzisiaj nie wytrzymałam. Potrzebowałam się komuś kolejny raz wyżalić. Artur to kolejna osoba, która rozkłada ręce na naszą sprawę. Kolejna osoba, która uważa żebym dała spokój, że źle to rozgrywam.
Cóż poradzić skoro ja kieruje się swoimi uczuciami. Nie odpuszczę, dam sobie radę.
Nie wszystko jest takie łatwe. Mam chwile, że myślę o samobójstwie. Nie myśl xyz, że Cię szantażuje bo mowię o tym głośno.
Czasem wiem, że lepiej było by dla Ciebie gdyby stało się ze mną to samo co z chłopakiem Pani Anny. Śmierć rozwiązaniem na wszystko.
Zawiodłam, dla tego chce to wszystko naprawić. Daje z siebie wszystko, a i tak dostaje po twarzy.
Nic nie boli tak jak życie.
wtorek, 24 listopada 2015
Czego mi w życiu brak
Myślę, że do momentu w którym wszystko się rozsypało oboje nie wiedzieliśmy co tak naprawdę ta druga strona nam daje.
Teraz, kiedy już słońce świeci inaczej a sens życia się mocno rozmazał jest odpowiedni czas na roztrząsanie tej sprawy.
Trudno jest takie odczucia znaleźć i zidentyfikować, ale...
Wygląda na to, że znalazłem.
Nie byłem z Tobą po to, żeby w ogóle z kimś być, przecież wiesz, że do desperacji brakuje mi jeszcze wielu lat...Poza tym teraz nie rzucam się na rozwódki z dziećmi.
Nie byłem z Tobą dla urody czy seksu...Gdyby tak było już miałbym kogoś, albo odwiedzał profesjonalistki
Ewentualnie wykorzystywał to, że Ty chcesz zrobić dla mnie wszystko...
Powodem tego dlaczego było mi z Tobą dobrze, chociaż wszyscy wokół twierdzili, że zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, i to ciągle ja Tobie nadskakuję, była moja przeszłość i to jak umiałaś ją wykorzystać dla swoich celów.
Moje dzieciństwo było jakie było.
Moja rodzina nie chciała dla mnie źle, ale trochę swoim zachowaniem krzywiła mi psychikę.
Syndrom dziecka z biedy, syndrom niedocenianego najmłodszego...
To wszystko dostałem w spadku.
Wspomnienie tych czasów kiedy jadałem głównie chleb z ketchupem, bo z masłem już mi obrzydł spowodowało, że bezpieczeństwo finansowe jest dla mnie priorytetem.
Stąd moja oszczędność, którą może niektórzy nazwą chorobliwą...
Ale wiedziałaś przecież, że zawsze kiedy odmawiałem czegoś Tobie, odmawiałem też sobie...
Nawet obiadów w pracy.
I każda z tych zaoszczędzonych złotówek miała być krokiem do mojego celu, którym było spokojne dzieciństwo naszych dzieci.
Które mogłyby jechać na wszystkie szkolne wycieczki, a nie na 4 w ciągu 15 lat edukacji.
I to pełne wyrzutów sumienia, że może do końca miesiąca braknie przez nie na jedzenie.
Które nie musiałyby nigdy słyszeć, że właśnie straciliśmy ostatnie źródło dochodów, a oszczędności nigdy nie mieliśmy.
Dlatego tak bardzo się cieszyłem kiedy dostałem trochę lepiej płatną pracę w ME i radziłem sobie w tej pracy dobrze.
Drugą, trudniejszą sprawą było podejście mojej rodziny do mojej przyszłości. Nie wiem jak i dlaczego, ale utarło się, że ja sobie nie poradzę w życiu...W końcu byłem najmłodszy i wszystko robiłem nie tak dobrze jak oni...
Przyszedł moment w którym uznałem, że najlepiej będzie nie robić nic
Po co się wystawiać na śmiech
Lepiej zdezerterować
Zostało mi to do dziś, jeśli wiem, że nie jestem w czymś dobry wolę zostawić to innym.
Mimo, że pewnie bym sobie poradził.
Do tego z czasem doszedł fakt, że w jakiś dziwny sposób ludzie nie rozumieli mojej bezpośredniości.
Że woleli tych sztucznie miłych, niż mnie w sumie pozytywnie nastawionego, ale nie dającego sobie w kaszę dmuchać i omijającego konwenanse.
Brak umiejętności flirtowania i stawianie sprawy jasno powodowały, że dziewczyny patrzyły na mnie jak na kosmitę.
Do tego dochodził ateizm, który w naszym społeczeństwie jest największą zbrodnią i czymś czego trzeba unikać, jak trądu czy HIV.
W pracy początkowo przez tą zakorzenioną świadomość, że nic nie umiem i nic nie jestem wart też sobie nie radziłem.
Zdążyłem się już wtedy pogodzić z tym, że moje rodzeństwo miało rację
I wtedy pojawiłaś się Ty. W sumie teraz nieważne jakie były Twoje intencje. One tak naprawdę rzadko są czyste. Może chodziło o to, że koleżanki miały chłopaków, a Ty jeszcze nigdy? Może chciałaś sprawdzić jak to jest? Może Ci imponowało, że przyjeżdżam samochodem i bywamy w restauracjach? W każdym razie myślę sobie teraz, że nie mogłaś mnie kochać.
Co by nie mówić, odmieniło mnie to.
Miałem kogoś kto chciał mnie zaakceptować, a nie zmieniać.
To właśnie w Tobie pokochałem. Tą wiarę, którą mi dałaś. Że jestem przystojny, że mądry, że zaradny. Dałaś mi wiarę, że mogę mieć szczęśliwe życie, że na nie zasługuję. Byłem dumny, że mogę być dla Ciebie najlepszy i starałem się jak mogłem. Oboje na tym zyskiwaliśmy. To było takie nasze Perpetuum Mobile.
Oswoiłaś mnie
A jak wiadomo:
Teraz myślę, że to właśnie dlatego tak to odchorowałem. Stawiłem na szali nasz związek, żeby wygrać go w całości. Pozwoliłem Ci jechać do Warszawy, żebyś wróciła i powiedziała mi, że jestem najlepszy. I że można zjeździć pół Polski, a potem do mnie wrócić bo warto. I wróciłaś.
Poczułem się naprawdę Panem Wszechświata. Poczułem, że stało się niemożliwe, że znalazłem prawdziwą i wieczną miłość w pierwszej próbie i to 2 kilometry od domu. Że teraz już nic nas nie powstrzyma. Dlatego tak bardzo mnie zabolało kiedy po tygodniu okazało się to kłamstwem, oszustwem, zdradą.
Gdybym dowiedział się tego od razu, bylibyśmy teraz w zupełnie innym miejscu.
To na pewno.
To było to co w Tobie kochałem
A teraz każdy Twój komplement brzmi jak szyderstwo
Rani zamiast cieszyć
Nie umiałem Cię za to co zrobiłaś znienawidzić
Nie wiem czy będę umiał nadal kochać
PS. Zrobiłem dziś 150 zdjęć w promieniu 500 metrów od domu, jak jakiś świr. Tylko dlatego, że Ty wierzyłaś, że wyjdą dobre i że warto je robić. Takiej motywacji do życia już od dawna mi brakowało.
Teraz, kiedy już słońce świeci inaczej a sens życia się mocno rozmazał jest odpowiedni czas na roztrząsanie tej sprawy.
Trudno jest takie odczucia znaleźć i zidentyfikować, ale...
Wygląda na to, że znalazłem.
Nie byłem z Tobą po to, żeby w ogóle z kimś być, przecież wiesz, że do desperacji brakuje mi jeszcze wielu lat...Poza tym teraz nie rzucam się na rozwódki z dziećmi.
Nie byłem z Tobą dla urody czy seksu...Gdyby tak było już miałbym kogoś, albo odwiedzał profesjonalistki
Ewentualnie wykorzystywał to, że Ty chcesz zrobić dla mnie wszystko...
Powodem tego dlaczego było mi z Tobą dobrze, chociaż wszyscy wokół twierdzili, że zachowujesz się jak rozkapryszona księżniczka, i to ciągle ja Tobie nadskakuję, była moja przeszłość i to jak umiałaś ją wykorzystać dla swoich celów.
Moje dzieciństwo było jakie było.
Moja rodzina nie chciała dla mnie źle, ale trochę swoim zachowaniem krzywiła mi psychikę.
Syndrom dziecka z biedy, syndrom niedocenianego najmłodszego...
To wszystko dostałem w spadku.
Wspomnienie tych czasów kiedy jadałem głównie chleb z ketchupem, bo z masłem już mi obrzydł spowodowało, że bezpieczeństwo finansowe jest dla mnie priorytetem.
Stąd moja oszczędność, którą może niektórzy nazwą chorobliwą...
Ale wiedziałaś przecież, że zawsze kiedy odmawiałem czegoś Tobie, odmawiałem też sobie...
Nawet obiadów w pracy.
I każda z tych zaoszczędzonych złotówek miała być krokiem do mojego celu, którym było spokojne dzieciństwo naszych dzieci.
Które mogłyby jechać na wszystkie szkolne wycieczki, a nie na 4 w ciągu 15 lat edukacji.
I to pełne wyrzutów sumienia, że może do końca miesiąca braknie przez nie na jedzenie.
Które nie musiałyby nigdy słyszeć, że właśnie straciliśmy ostatnie źródło dochodów, a oszczędności nigdy nie mieliśmy.
Dlatego tak bardzo się cieszyłem kiedy dostałem trochę lepiej płatną pracę w ME i radziłem sobie w tej pracy dobrze.
Drugą, trudniejszą sprawą było podejście mojej rodziny do mojej przyszłości. Nie wiem jak i dlaczego, ale utarło się, że ja sobie nie poradzę w życiu...W końcu byłem najmłodszy i wszystko robiłem nie tak dobrze jak oni...
Przyszedł moment w którym uznałem, że najlepiej będzie nie robić nic
Po co się wystawiać na śmiech
Lepiej zdezerterować
Zostało mi to do dziś, jeśli wiem, że nie jestem w czymś dobry wolę zostawić to innym.
Mimo, że pewnie bym sobie poradził.
Do tego z czasem doszedł fakt, że w jakiś dziwny sposób ludzie nie rozumieli mojej bezpośredniości.
Że woleli tych sztucznie miłych, niż mnie w sumie pozytywnie nastawionego, ale nie dającego sobie w kaszę dmuchać i omijającego konwenanse.
Brak umiejętności flirtowania i stawianie sprawy jasno powodowały, że dziewczyny patrzyły na mnie jak na kosmitę.
Do tego dochodził ateizm, który w naszym społeczeństwie jest największą zbrodnią i czymś czego trzeba unikać, jak trądu czy HIV.
W pracy początkowo przez tą zakorzenioną świadomość, że nic nie umiem i nic nie jestem wart też sobie nie radziłem.
Zdążyłem się już wtedy pogodzić z tym, że moje rodzeństwo miało rację
I wtedy pojawiłaś się Ty. W sumie teraz nieważne jakie były Twoje intencje. One tak naprawdę rzadko są czyste. Może chodziło o to, że koleżanki miały chłopaków, a Ty jeszcze nigdy? Może chciałaś sprawdzić jak to jest? Może Ci imponowało, że przyjeżdżam samochodem i bywamy w restauracjach? W każdym razie myślę sobie teraz, że nie mogłaś mnie kochać.
Co by nie mówić, odmieniło mnie to.
Miałem kogoś kto chciał mnie zaakceptować, a nie zmieniać.
To właśnie w Tobie pokochałem. Tą wiarę, którą mi dałaś. Że jestem przystojny, że mądry, że zaradny. Dałaś mi wiarę, że mogę mieć szczęśliwe życie, że na nie zasługuję. Byłem dumny, że mogę być dla Ciebie najlepszy i starałem się jak mogłem. Oboje na tym zyskiwaliśmy. To było takie nasze Perpetuum Mobile.
Oswoiłaś mnie
A jak wiadomo:
Teraz myślę, że to właśnie dlatego tak to odchorowałem. Stawiłem na szali nasz związek, żeby wygrać go w całości. Pozwoliłem Ci jechać do Warszawy, żebyś wróciła i powiedziała mi, że jestem najlepszy. I że można zjeździć pół Polski, a potem do mnie wrócić bo warto. I wróciłaś.
Poczułem się naprawdę Panem Wszechświata. Poczułem, że stało się niemożliwe, że znalazłem prawdziwą i wieczną miłość w pierwszej próbie i to 2 kilometry od domu. Że teraz już nic nas nie powstrzyma. Dlatego tak bardzo mnie zabolało kiedy po tygodniu okazało się to kłamstwem, oszustwem, zdradą.
Gdybym dowiedział się tego od razu, bylibyśmy teraz w zupełnie innym miejscu.
To na pewno.
To było to co w Tobie kochałem
A teraz każdy Twój komplement brzmi jak szyderstwo
Rani zamiast cieszyć
Nie umiałem Cię za to co zrobiłaś znienawidzić
Nie wiem czy będę umiał nadal kochać
PS. Zrobiłem dziś 150 zdjęć w promieniu 500 metrów od domu, jak jakiś świr. Tylko dlatego, że Ty wierzyłaś, że wyjdą dobre i że warto je robić. Takiej motywacji do życia już od dawna mi brakowało.
niedziela, 22 listopada 2015
Rzeszlove
Kolejny udany wyjazd.
Już pisałam, że nie zawsze jest tak źle. Śmiejemy się, zwiedzamy, zamawiamy pyszne jedzenie, a na mieszkaniu u znajomej jemy pyszne spaghetti.
Wiecie, są takie momenty, że chce się płakać. Np. Galeria Millennium - dwa zdania xyz spowodowały, że miałam dość. Jednak po 10 sekundach uświadamiam sobie, że przecież tak ma być, że należy mi się.
Polecamy naleśniki za 5 zł w Galerii Graffica jeśli dobrze pamiętam.
A jeśli uwielbiacie dotykać historii tak jak my to polecamy Karpacką Troje.
Ciagle padał deszcz, ale jeśli jesteśmy razem nawet to nie ma znaczenia.
piątek, 20 listopada 2015
Czyżby siła wyższa?
Zacząć należy od tego, że pochodzę z rodziny bezrefleksyjnych chrześcijan z moralnością bliską pani Dulskiej.
W połączeniu z moim dążeniem do odszukania swojej prawdy i z dość luźnym podejściem do prawd objawionych i do cudzych opinii musiało się to stać mieszanką wybuchową.
Mama traktuje moją niewiarę jako swoją największą osobistą porażkę, i to mimo tego, że mam 25 lat, nigdy nie sprawiałem kłopotów wychowawczych, mam dobrą pracę, poważnie myślę o przyszłości i powinienem chyba mieć prawo do jednej dorosłej decyzji którą nikogo nie krzywdzę...
W każdym razie na wieść o tym, że postanowiłem zostać odmieńcem i zakałą rodziny zapowiedziała, że za to dostanę od Bogusia po dupie i wrócę z pocałowaniem ręki.
Nie wiem jakim sposobem udało się jej tę klątwę wcielić w życie, ale jak na razie okazuje się, że wszystko co z wielkim trudem buduję jest nietrwałe jak domki z kart..
Najpierw straciłem wiarę w swojego życiowego farta, kiedy w tłumie rozbawionych studentów samochód musiał rozjechać i złamać nogę właśnie mi.
Potem związek, z którego byłem dumny i który zbudowałem wbrew opinii mamy mówiącej, że żadna dziewczyna mnie nie pokocha takiego i wszystkie postawią białą suknię w kościele i akceptację społeczeństwa nad tym co ja chciałbym im dać znikł w ciągu tygodnia z powodu głupiej, bezsensownej i nic nie mogącej zmienić zdrady.
Mój stan ducha po tym wydarzeniu zniszczył też moją pozycję w pracy, której byłem niejako podporą i wyróżniającym się pracownikiem, słowem, poleciałem za bezczelność i brak cierpliwości do znoszenia humorów kierownika.
Dzisiaj zaś okazało się, że osoba, którą miałem za przyjaciela potrafi mi wytknąć tyle wad naraz, jednocześnie uświadamiając mi jak bardzo przedmiotowo mnie od jakiegoś czasu traktuje, że moja cierpliwość do przyjmowania darów losu ze stoickim spokojem jest bliska końca.
A skoro już o stoikach mowa:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_z_Kition
Zgadnijcie jak mam na imię...
W połączeniu z moim dążeniem do odszukania swojej prawdy i z dość luźnym podejściem do prawd objawionych i do cudzych opinii musiało się to stać mieszanką wybuchową.
Mama traktuje moją niewiarę jako swoją największą osobistą porażkę, i to mimo tego, że mam 25 lat, nigdy nie sprawiałem kłopotów wychowawczych, mam dobrą pracę, poważnie myślę o przyszłości i powinienem chyba mieć prawo do jednej dorosłej decyzji którą nikogo nie krzywdzę...
W każdym razie na wieść o tym, że postanowiłem zostać odmieńcem i zakałą rodziny zapowiedziała, że za to dostanę od Bogusia po dupie i wrócę z pocałowaniem ręki.
Nie wiem jakim sposobem udało się jej tę klątwę wcielić w życie, ale jak na razie okazuje się, że wszystko co z wielkim trudem buduję jest nietrwałe jak domki z kart..
Najpierw straciłem wiarę w swojego życiowego farta, kiedy w tłumie rozbawionych studentów samochód musiał rozjechać i złamać nogę właśnie mi.
Potem związek, z którego byłem dumny i który zbudowałem wbrew opinii mamy mówiącej, że żadna dziewczyna mnie nie pokocha takiego i wszystkie postawią białą suknię w kościele i akceptację społeczeństwa nad tym co ja chciałbym im dać znikł w ciągu tygodnia z powodu głupiej, bezsensownej i nic nie mogącej zmienić zdrady.
Mój stan ducha po tym wydarzeniu zniszczył też moją pozycję w pracy, której byłem niejako podporą i wyróżniającym się pracownikiem, słowem, poleciałem za bezczelność i brak cierpliwości do znoszenia humorów kierownika.
Dzisiaj zaś okazało się, że osoba, którą miałem za przyjaciela potrafi mi wytknąć tyle wad naraz, jednocześnie uświadamiając mi jak bardzo przedmiotowo mnie od jakiegoś czasu traktuje, że moja cierpliwość do przyjmowania darów losu ze stoickim spokojem jest bliska końca.
A skoro już o stoikach mowa:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_z_Kition
Zgadnijcie jak mam na imię...
niedziela, 15 listopada 2015
Początek końca
Jeśli pojawią się tu jacyś czytelnicy to należy im trochę wyjaśnić.
Xyz - on. 25 lat, zraniony przez kobietę.
Walcząca strona - ja. Kobieta krzywdząca.
Cóż tak to w życiu jest. Człowiek popełnia błędy, a że naturalną kontynuacją błędu jest poniesienie konsekwencji. tak samo stało się ze mną. Zamotana - 20 latka. Cudowny związek dwuletni z xyz okazał się wielką tragedią. Nie ma co tego rozdrapywać ( przynajmniej teraz).
Walcząca strona, bo od 6 miesięcy walczę o xyz.
Jednak mimo całego zła, czasami, potrafimy się cieszyć tym co mamy. Xyz potrafi się jeszcze śmiać i kochać mnie nadal. mamy swoje ciepłe objęcia.
Codzienna walka jest po części piękna, a po części przerażająca dla xyz.
Podjęłam decyzję
Będę walczyć o xyz do końca. Mimo, że może się wydawać, że to co zrobiłam jest niewybaczalne.
On szuka szczęścia, ja walczę o nas.
Xyz - on. 25 lat, zraniony przez kobietę.
Walcząca strona - ja. Kobieta krzywdząca.
Cóż tak to w życiu jest. Człowiek popełnia błędy, a że naturalną kontynuacją błędu jest poniesienie konsekwencji. tak samo stało się ze mną. Zamotana - 20 latka. Cudowny związek dwuletni z xyz okazał się wielką tragedią. Nie ma co tego rozdrapywać ( przynajmniej teraz).
Walcząca strona, bo od 6 miesięcy walczę o xyz.
Jednak mimo całego zła, czasami, potrafimy się cieszyć tym co mamy. Xyz potrafi się jeszcze śmiać i kochać mnie nadal. mamy swoje ciepłe objęcia.
Codzienna walka jest po części piękna, a po części przerażająca dla xyz.
Podjęłam decyzję
Będę walczyć o xyz do końca. Mimo, że może się wydawać, że to co zrobiłam jest niewybaczalne.
On szuka szczęścia, ja walczę o nas.
Dlaczego kobiety kochają rozsądnie
Jestem takim człowiekiem, że kobieta pokochać mnie może tylko z rozsądku
A ja gardzę półśrodkami
To prawda, kobiety też mogą się zakochać ot tak, bez żadnych obietnic na przyszłość
Decyduje o tym ciężar genów
Dualizm oczekiwań
Kobieta potrzebuje czegoś innego od męża, a innego od kochanka
Niektóre nie umieją tego rozgraniczyć, i to właśnie te, które umieją się w konsekwencji zakochać na ślepo
Potem są wiązane na domowym łańcuchu, czasem bite, zdradzane..
Kończy się to tak jak w 2 zwrotce
Nie powinny mieć tego nikomu za złe
W końcu związały się z tzw. prawdziwym mężczyzną
Czyli z kim?
W kimś kto je zafascynuje swoją pewnością siebie, zdecydowaniem, nieprzewidywalnością
I przede wszystkim nieokiełznaniem
Tu przykład - odwieczny zachwyt kobiet nad Bohunem i wyśmiewanie Skrzetuskiego
Zawsze jest jakiś komentarz sfrustrowanej swoimi wyborami kury domowej, że ona tak głupia jak Helena by nie była
Wiadomo, wybicie całej rodziny i porwanie to trochę za mało, żeby dobrego chłopaka skreślać...
Te mądrzejsze wiedzą, że z Bohuna dobrego ojca rodziny w kapciach i sweterku w serek nie zrobią
Znacznie lepszy będzie miły, pracowity, nudny
Ale, że genów nie oszukasz, prędzej czy później pojawi się jakiś bezczelnie bezpośredni, z błyskiem w oku
I zdrada
I cierpienie
Wracając do tematu
Nie jestem Bohunem
W żadnym razie
Więc spotykając dziewczyny robię swoje
Uśmiecham się, rozmawiam, słucham, chcę pomóc
Staram się
Zazwyczaj zostaję męską przyjaciółką
Jak to ktoś kiedyś określił - emocjonalnym tamponem
Udaje mi się tylko w przypadku kiedy wszystkie koleżanki już mają, a ona nie
Albo kiedy mama mówi, że trzeba sobie znaleźć męża, który pracuje i jest odpowiedzialny
Albo kiedy zbliża się 30stka i dziecko z poprzedniego związku powinno mieć ojca
Dla tych, które nie są blisko desperacji jestem niewidzialny
A trochę tych zalet mam
Ale są to zalety męża, nie kochanka
Więc mogę albo być sam, albo być zdradzanym mężem wybranym z rozsądku
A chcę tylko, żeby jakaś dziewczyna nie widziała poza mną świata
Żeby chciała każdą chwilę spędzić ze mną
Żeby nie traktowała seksu jako nagrody
Żeby chciała ze mną być nie w zamian za obietnicę małżeństwa, dzieci, domu, psa i garażu
Żeby zakochała się we mnie tak jak zakochują się faceci
Nie w wizji przyszłości, a w tym kim jestem i co mogę jej dać teraz
Wtedy będę miał pewność, że to ta właściwa
Na razie okazuje się, że chcę zbyt wiele
A ja gardzę półśrodkami
To prawda, kobiety też mogą się zakochać ot tak, bez żadnych obietnic na przyszłość
Decyduje o tym ciężar genów
Dualizm oczekiwań
Kobieta potrzebuje czegoś innego od męża, a innego od kochanka
Niektóre nie umieją tego rozgraniczyć, i to właśnie te, które umieją się w konsekwencji zakochać na ślepo
Potem są wiązane na domowym łańcuchu, czasem bite, zdradzane..
Kończy się to tak jak w 2 zwrotce
Nie powinny mieć tego nikomu za złe
W końcu związały się z tzw. prawdziwym mężczyzną
Czyli z kim?
W kimś kto je zafascynuje swoją pewnością siebie, zdecydowaniem, nieprzewidywalnością
I przede wszystkim nieokiełznaniem
Tu przykład - odwieczny zachwyt kobiet nad Bohunem i wyśmiewanie Skrzetuskiego
Zawsze jest jakiś komentarz sfrustrowanej swoimi wyborami kury domowej, że ona tak głupia jak Helena by nie była
Wiadomo, wybicie całej rodziny i porwanie to trochę za mało, żeby dobrego chłopaka skreślać...
Te mądrzejsze wiedzą, że z Bohuna dobrego ojca rodziny w kapciach i sweterku w serek nie zrobią
Znacznie lepszy będzie miły, pracowity, nudny
Ale, że genów nie oszukasz, prędzej czy później pojawi się jakiś bezczelnie bezpośredni, z błyskiem w oku
I zdrada
I cierpienie
Wracając do tematu
Nie jestem Bohunem
W żadnym razie
Więc spotykając dziewczyny robię swoje
Uśmiecham się, rozmawiam, słucham, chcę pomóc
Staram się
Zazwyczaj zostaję męską przyjaciółką
Jak to ktoś kiedyś określił - emocjonalnym tamponem
Udaje mi się tylko w przypadku kiedy wszystkie koleżanki już mają, a ona nie
Albo kiedy mama mówi, że trzeba sobie znaleźć męża, który pracuje i jest odpowiedzialny
Albo kiedy zbliża się 30stka i dziecko z poprzedniego związku powinno mieć ojca
Dla tych, które nie są blisko desperacji jestem niewidzialny
A trochę tych zalet mam
Ale są to zalety męża, nie kochanka
Więc mogę albo być sam, albo być zdradzanym mężem wybranym z rozsądku
A chcę tylko, żeby jakaś dziewczyna nie widziała poza mną świata
Żeby chciała każdą chwilę spędzić ze mną
Żeby nie traktowała seksu jako nagrody
Żeby chciała ze mną być nie w zamian za obietnicę małżeństwa, dzieci, domu, psa i garażu
Żeby zakochała się we mnie tak jak zakochują się faceci
Nie w wizji przyszłości, a w tym kim jestem i co mogę jej dać teraz
Wtedy będę miał pewność, że to ta właściwa
Na razie okazuje się, że chcę zbyt wiele
Coś jest ze mną nie tak
Coś jest ze mną nie tak
Zdecydowanie
Jeśli ktoś z Was czytał w dzieciństwie "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", to ja właśnie byłbym bohaterem takiej książki, ale pisanej na temat związków i relacji z kobietami.
Takiego nasycenia klęsk w tym względzie nie widział świat.
Tylko korzystnemu zbiegowi okoliczności zawdzięczam, że nie jestem 25-cio latkiem czekającym na swój pierwszy pocałunek..
Może to klątwa od pierwszej dziewczyny? Nie zachowałem się względem niej zbyt dojrzale..
Niekompatybilność z dziewczynami
Niemożność zrozumienia ich dążenia do skomplikowanego życia.
Poza tym moje życie jest dziwne z kilku innych względów.
Rodzina ma niebezpiecznie blisko do ksenofobii skierowanej w moim kierunku.
Pracę zmieniam więcej niż 2 razy w roku.
Nic na tym świecie nie cieszy mnie tak całkiem i nieodwołalnie.
No, może Bieszczady...
Nie mam hobby któremu oddawałbym się całkiem.
No to będę pisał bloga
Konsekwentnie i on mnie zacznie niedługo drażnić
Więc śpieszcie się kochać depresyjne blogi, tak szybko odchodzą
Zdecydowanie
Jeśli ktoś z Was czytał w dzieciństwie "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa", to ja właśnie byłbym bohaterem takiej książki, ale pisanej na temat związków i relacji z kobietami.
Takiego nasycenia klęsk w tym względzie nie widział świat.
Tylko korzystnemu zbiegowi okoliczności zawdzięczam, że nie jestem 25-cio latkiem czekającym na swój pierwszy pocałunek..
Może to klątwa od pierwszej dziewczyny? Nie zachowałem się względem niej zbyt dojrzale..
Niekompatybilność z dziewczynami
Niemożność zrozumienia ich dążenia do skomplikowanego życia.
Poza tym moje życie jest dziwne z kilku innych względów.
Rodzina ma niebezpiecznie blisko do ksenofobii skierowanej w moim kierunku.
Pracę zmieniam więcej niż 2 razy w roku.
Nic na tym świecie nie cieszy mnie tak całkiem i nieodwołalnie.
No, może Bieszczady...
Nie mam hobby któremu oddawałbym się całkiem.
No to będę pisał bloga
Konsekwentnie i on mnie zacznie niedługo drażnić
Więc śpieszcie się kochać depresyjne blogi, tak szybko odchodzą
Subskrybuj:
Posty (Atom)








